Znane są pierwsze, nieoficjalne wyniki kontroli w Krakowskim Biurze Festiwalowym. Radnym nie podoba się brak procedury, określającej zasady wydawania pieniędzy przez pracowników biura. Ich zastrzeżenia budzi fakt, że do 56 tys. złotych, mogli wydawać pieniądze według własnego uznania.

W Krakowskim Biurze Festiwalowym trzech radnych może bez przeszkód przyglądać się umowom z ostatnich dwóch lat. Ich niepokój wzbudził brak zasady, która precyzyjnie określa sposób wydawania pieniędzy. Powyżej 14 tys. euro czyli 56 tys. złotych, pracownicy KBF muszą zorganizować przetarg - poniżej wybierają firmę według własnego "widzimisię".

- Chodzi o drobne zamówienia na kwotę kilkudziesięciu tysięcy złotych, dotyczące kateringów i innych drobnych kosztów przy poszczególnych imprezach. Tych wydatków jest bardzo dużo i nie znaleźliśmy procedury, która by mówiła według jakiego klucza dokonywane są wybory, jak wygląda wybór najkorzystniejszej oferty - mówi Sławomir Ptaszkiewicz, przeprowadzający kontrolę.

To prawda - nie ma takiej procedury - przyznaje dyrektorka biura. Ale każdy pracownik musi wykonać co najmniej trzy telefony, by sprawdzić która firma przedstawi najkorzystniejszą ofertę.

- Wszyscy mają polecenie do wykonywania badania rynku, czyli przed zleceniem jakiejś usługi muszą sprawdzić co najmniej trzy firmy - wyjaśnia dyr. Izabela Helbin.

Ale co w sytuacji, jeśli radni udowodnią, że jakaś firma wykonała np. usługę wartą 110 tys. złotych, podpisując dwie umowy warte po 50 tysięcy ?

- Takie działanie KBF może naruszać ustawę i w tym zakresie wątpliwości radnych mogą być zasadne - twierdzi radca prawny.

Radni mają zakończyć swoją kontrolę pod koniec kwietnia. Krakowskie Biuro Festiwalowe, które zasłynęło z organizacji wielu znanych koncertów i festiwali - jak Misteria Paschalia, Wianki czy Festiwali Muzyki Filmowej, w tym roku ma w swoim budżecie 22 mln złotych.

Zobacz wideo!

(Kronika, M.A.)