Krakowska prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie wycięcia pacjentce zdrowej śledziony podczas zabiegu wycinania chorej nerki w szpitalu im. Narutowicza w Krakowie. O sprawie zawiadomił prokuraturę sam szpital – poinformował w poniedziałek PAP prok. Krzysztof Dratwa z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

"Prokuratura Rejonowa dla Krakowa Prądnika Białego 25 czerwca wszczęła dochodzenie w sprawie z zawiadomienia dyrektora szpitala miejskiego im. Narutowicza, dotyczącego narażenia w dniu 20 czerwca pacjentki na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez personel medyczny szpitala, polegającego na wycięciu zamiast chorej nerki zdrowego narządu w postaci śledziony" – powiedział PAP prok. Dratwa.

Jak poinformował, przestępstwo to zostało zakwalifikowane z art. 160 par. 2 kk, dotyczącego narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osobę, na której ciąży obowiązek opieki nad tą osobą. Grozi za to nawet 5 lat więzienia.

Prokuratura uzyskała już dokumentację medyczną oraz dokumentację z postępowania wewnętrznego, jakie w tej sprawie prowadził szpital. Zaplanowała też przesłuchania świadków, w tym pokrzywdzonej pacjentki.

Dokumentacja medyczna będzie przedmiotem szczegółowej analizy, zostanie również przedstawiona biegłym, którzy wypowiedzą się w tej sprawie.

Przedmiotem analizy będzie nie tylko kwestia samego błędu medycznego, związanego z wycięciem niewłaściwego organu, ale również możliwości błędów technicznego, czyli wadliwego przygotowania zabiegu, jak również błędu w organizacji, czyli ew. braku odpowiedniego personelu itp. – poinformowała prokuratura.

Jak powiedziała PAP rzeczniczka prasowa szpitala, wicedyrektor ds. pielęgniarstwa i zarządzania jakością Agnieszka Marzęcka, "w czasie zabiegu doszło do zdarzenia niepożądanego, które miało polegać na nieplanowanym wycięciu śledziony, po czym dopiero została usunięta nerka".

"W tej kwestii są rozbieżności na temat tego, czy to było zasadne, w związku z tym kierownik oddziału zgłosił, że mogło mieć miejsce zdarzenie niepożądane. Nasz szpital od 10 lat monitoruje wszelkie zdarzenia niepożądane i dlatego takie zdarzenie zostało zgłoszone. A ponieważ kwestia dotyczy poważnej sprawy, gdzie decydujące będzie rozstrzygnięcie, czy była zasadność, czy nie – dlatego dyrekcja szpitala od razu powołała wewnętrzną komisję do zbadania sprawy i zawiadomiła prokuraturę. Oczekujemy, że prokuratura rozpatrzy kwestię tego przypadku i będziemy wiedzieć, czy ta zasadność była, czy też nie" – powiedziała Agnieszka Marzęcka. Jak wyjaśniła, "wątpliwości są związane z rozbieżnościami w kwestii informacji przekazywanych przez lekarzy".

O potrzebie wyjaśnienia sprawy mówił także PAP przedstawiciel magistratu, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Krakowa Dariusz Nowak. "Szpital ma akredytację ministerstwa w zakresie urologii, dysponuje dobrym wyposażeniem i profesjonalnym personelem. Do takich sytuacji nie powinno dojść, dlatego powiadomiono prokuraturę, a ordynator i lekarz asystujący zostali zawieszeni; liczymy że biegli i prokuratura wyjaśnią tę sprawę" – powiedział Dariusz Nowak.