O mobbing i znęcanie się psychiczne nad siedmioma pracownikami oskarżyła krakowska prokuratura kierowniczkę zespołów wyjazdowych oddziału centralnego Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego Martę S. Kobieta w śledztwie nie przyznała się do winy i złożyła obszerne wyjaśnienia – poinformował we wtorek PAP prok. Krzysztof Dratwa z Prokuratury okręgowej w Krakowie.

Akt oskarżenia zawiera cztery zarzuty dotyczące mobbingu połączonego ze znęcaniem się psychicznym nad podwładnymi oraz trzy zarzuty dotyczące znęcania się psychicznego.

Zdaniem prokuratury, Marta S. - w okresie od 2015 do 2017 r. - wykorzystując stan zależności wielokrotnie znęcała się psychicznie nad pracownikami poprzez publiczne ich ośmieszanie, poniżanie i upokarzanie oraz używanie słów powszechnie uważanych za obelżywe.

Dopuszczała się także niemerytorycznej oceny ich pracy, odbierała premię i ograniczała liczbę godzin dyżurów.

Wywoływała w ten sposób u pracowników obniżenie poczucia własnej wartości i przydatności zawodowej oraz objawy psychosomatyczne.

W materiale dowodowym znalazły się m.in. opinie biegłych psychologów na temat objawów i uszczerbku na zdrowiu, jakiego doznali podwładni.

Jak podaje prokuratura, kobieta w śledztwie nie przyznała się do winy i złożyła obszerne wyjaśnienia. Prokurator uznał jednak, że są podstawy do sformułowania aktu oskarżenia. We wnioskach wniósł o przesłuchanie 72 świadków.

Za złośliwe lub uporczywe naruszanie prawa pracownika kodeks karny przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Z kolei za znęcanie się fizycznie lub psychicznie nad osobą pozostającą w stosunku zależności grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

"Krakowskie Pogotowie Ratunkowe nie komentuje działań prokuratury i zapewnia o gotowości współpracy z organami ścigania. Do czasu wydania prawomocnego wyroku wstrzymujemy się z podejmowaniem decyzji kadrowych związanych z tą sprawą" – poinformowała PAP rzeczniczka prasowa Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego Joanna Sieradzka.

Krakowskie media przypominają, że o sytuacji w tamtejszym pogotowiu pracownicy informowali już wcześniej, ale zgłoszenia te były bezskuteczne. Również przeprowadzone w KPR postępowanie wewnętrzne oraz kontrola Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego nie potwierdziły skarg pracowników.